Marek Mazur – konstruktor bursztynowego obiektywu opowiada o pracy nad nim oraz o pomyśle na wspólną wystawę widzianą bursztynowym okiem.

Panie Marku, skąd ten fantastyczny pomysł, by zastosować bursztyn jako soczewkę w obiektywie?

1065_3To się łączy z moim dawnym projektem. Kiedyś zbudowałem aparat całkowicie z drewna. Aparat, w którym wszystkie elementy były drewniane, łącznie ze sprężynami, oprócz szklanego obiektywu. Już wtedy miałem pomysł, żeby stworzyć bursztynowy obiektyw, traktując bursztyn jako materiał mający bliski związek z drewnem. Taki aparat byłby całkowicie "drewniany", organiczny, naturalny. Niestety myślałem, że użycie w ten sposób bursztynu jest niemożliwe. Nie miałem odpowiedniego kawałka bursztynu i sądziłem też, że bursztyn jest za mało przezroczysty, żeby mógł być soczewką. Jednak ostatnio, będąc u mojego przyjaciela bursztynnika, opowiedziałem o pomyśle. Kolega zaproponował, bym wybrał sobie kawałki bursztynu, jakie miał w pracowni. Z kilkudziesięciu wybrałem dwa, ich pierwotny surowy kształt zachęcał do podjęcia pracy. Z jednego z tych bursztynów wyszła dość przyzwoita soczewka. Ona nie jest ani klarowana, ani poddana żadnym obróbkom cieplnym. Jest to naturalny kawałek bursztynu.

Jak Pan pracował nad soczewką?

Wszystko wykonałem za pomocą prostych narzędzi ręcznych. Najpierw nadałem jej wstępny kształt pilnikiem, potem coraz drobniejszym papierem ściernym. Oczywiście musiałem zrobić model. Najpierw był model odlany z durakrylu, nastepnie wykonałem negatyw tego modelu. Gdy już miałem dokładny negatyw sfery, do wewnątrz wklejałem cienkie, wąskie paski papieru ściernego i wolnymi ruchami szlifowałem, by nadać soczewce właściwy kształt. Później stosowałem proszek diamentowy, by uzyskać ostateczną gładkość już przed samym polerowaniem. Zajęło mi to trzy tygodnie. Założyłem, że wykonam soczewkę, która będzie miała ogniskową 60 milimetrów i będzie kryła, co w naszym fotograficznym żargonie oznacza obrazek, jaki można z takiej soczewki uzyskać, format 6x6 centymetrów. Udało mi się to. Soczewka nie ma za dużej dystorsji, uważam że jest ona przyzwoicie wyszlifowana technologiami nieznanymi optyce. Nie jest to obiektyw, który optycznie można z jakimkolwiek innym porównywać, bo ma same wady. Ale te wady mądrze wykorzystane przez zdolnych fotografików można zamienić w zalety. W wystawie, którą zaproponowałem Muzeum Bursztynu, to się udało, ponieważ ten obiektyw daje możliwości pokazania świata trochę z innej strony.

1065_5A czy były problemy techniczne z wyliczeniem odpowiednich kątów załamnia światła i innych ważnych właściwości obiektywu?

To było drugorzędną sprawą. Elementy matematyki wyższej niewiele były potrzebne, chociaż potrafię sobie z tym radzić. Ważniejsza była intuicja i zapanowanie nad technologią. Wystarczyłoby, że w jednym miejscu ta sfera byłaby niedoskonała i natychmiast powstałyby zniekształcenia – obraz z takiego obiektywu mógłby wyglądać jak odbicie w krzywym zwierciadle. Nie jest prostą rzeczą zrobić soczewkę ze szkła, które jest twardym materiałem, choć niedokładności i błędy mogące powstać w wyniku jego obróbki można skorygować, gdyż twardość szkła nie pozwala, by te błędy były znaczne. W pracy z miękkim bursztynem jeden fałszywy ruch powoduje nieodwracalne zmiany.

Ale to dopiero była połowa pracy. Oprócz stworzenia obiektywu miał pan od razu pomysł na wystawę.

Wystawę mógłbym zrobić sam, ale doszedłem do wniosku, że dużo lepiej będzie, jeżeli fotogramy stworzy wielu ludzi, którzy wniosą świeżość i różne wrażliwości. Jak dziś patrzę na te zdjęcia, które są już od pewnego czasu gotowe, to widzę, kto je robił. Można poznać autorów, znajdując pewne podobieństwa. Gdańsk jest miastem bursztynu i jest rzeczą fantastyczną dla miasta, dla jego promocji, gdy możemy pokazać, jak to miasto widzi bursztyn. Nie sądziłem, że bursztyn tak pięknie oddaje rzeczywistość, że ją tak interesująco przetwarza, zwłaszcza światła. Załamania świateł i wszystkie bliki doznają zdumiewającego rozszczepienia. Nie wiem do końca dlaczego tak się dzieje, prawdopodobnie bursztyn ma budowę warstwową. Na tych poszczególnych warstwach są jakieś różnice, jakaś nieznana struktura czy pęcherzyki powietrza, które powodują, że pojawiają się pióropusze barw, efekty podobne do fotografii 3D. Był moment kiedy naiwnie myślałem, że jest to jakiś rodzaj fotografii trójwymiarowej, ale fizyki nie da się oszukać i jedną soczewką się nie da fotografować przestrzennie. Ale mam nadzieję, że jakaś tajemnica jeszcze się w tych zdjęciach i bursztynowej soczewce kryje. Wydaje mi się, że ludzie fotografowani tą soczewką bedą szczęśliwi.

1065_1Wspomniał pan o drewnianym aparacie jak on współpracuje z bursztynowym obiektywem? Czy one stanowią całość, czy obiektyw jest niezależny?

Aparat to dalsza część projektu. Na tę wystawę obiektyw został podłączony do aparatu cyfrowego. Może to świętokradztwo, ale jednak zdaję sobie sprawę, że gdybyśmy fotografowali Gdańsk na klasycznej błonie fotograficznej 6x6, to projekt zająłby z pół roku, a może więcej. Cyfrowy aparat był bardziej wygodny. Docelowo bursztynowy obiektyw będzie współpracował z klasycznym aparatem całkowicie wykonanym z drewna, który już zacząłem budować. Będzie to trochę dziwny aparat, którego napędem będzie coś podobnego do łuku takie ramię, które będzie wykorzystywać giętkość i sprężystość drewna. W miejscu cięciwy będzie łańczuszek Galla, podobny jak w rowerze, ale cały z drewna. Oczywiście aparat będzie miał regulowane czasy siłą napięcia tego łuku. Im mocniej go napniemy, tym szybszy będzie czas migawki.

Gdzie będzie można zobaczyć te "cuda"?

Wczesnym latem planuję otworzyć moją galerię w sercu Gdańska przy ulicy Chlebnickiej. Tam prezentowane będą moje prace, które obecnie są na wystawie w Sarasocie na Florydzie. Zobaczyć będzie można między innymi pierwszy drewniany aparat, jaki zrobiłem. Jest to fotografująca rzeźba, którą nazwałem Ziutek. Oczywiście będzie też wiele innych moich prac. A teraz zapraszam na wystawę do Muzeum Bursztynu.



Wystawa "Gdańsk w bursztynowym obiektywie" prezentuje zdjęcia Gdańska i Gdańszczan wykonane bursztynowym obiektywem projektu Marka Mazura. Autorami zdjęć oprócz Marka Mazura są znani gdańscy fotograficy: ks. Sławomir Czalej, Roman Jocher, Wojtek Korsak, Maciej Kosycarz, Dariusz Kula, Agnieszka Lendzion, Michał Mazurkiewicz, Grzegorz Mehring, Leszek Jerzy Pękalski, Monika Rohde, Stanisław Składanowski, Marcin Sylwańczyk, Michał Kosma Szczerek, Witold Węgrzyn. Wernisaż wystawy odbędzie się 14 maja, prace będzie można oglądać do końca roku.

Marek Mazur człowiek renesansu, specjalizuje się w projektowaniu miniaturowych aparatów fotograficznych. Są to fotografujące wieczne pióra, laski, noże, fajki, spinki, a nawet pierścionki. Każdy z aparatów jest unikalnym dziełem sztuki, przepięknie zdobionym przedmiotem. Oprócz budowy aparatów i obiektywów Marek Mazur  komponuje, pisze poezję i śpiewa.

Fotografie: (od góry) Agnieszka Lendzion, Dariusz Kula, Marek Mazur (Michał Kosior widziany przez bursztyn)