plzh-CNenetdelvltnorues

Zawieszony pomiędzy rzeźbą a grafiką stworzył charakterystyczny styl w biżuterii – jego prace są malownicze, niepowtarzalne, wyróżniają się własnym językiem wizualnym i rozpalają wyobraźnię. Wzbudzają emocje i nikogo nie pozostawiają obojętnym.

Zawsze kiedy widzę Twoje prace, to natychmiast się uśmiecham.

Cieszę się, że tak pozytywnie na Ciebie działają. Ludzie często reagują na moją biżuterię, mówią mi też o emocjach, jakie ona w nich wywołuje. Szczególnie utkwiła mi w pamięci starsza kobieta z Niemiec, która koniecznie chciała zakupić pierścionek z symbolami łodzi i księżyca. Mimo że nie pasował na jej palec, kupiła go i wyjaśniła, że wcale nie ma zamiaru go nosić, tylko zabrać ze sobą do trumny, by opłacić nim przeprawę na drugi brzeg Styksu. A więc i tak można ją wykorzystać (śmiech).

Twój styl jest bardzo charakterystyczny.

To też często słyszę, szczególnie w Niemczech, gdzie często uczestniczę w różnego rodzaju targach i wystawach, głównie w Monachium i Hamburgu. Dla artysty znalezienie własnej artystycznej drogi jest bardzo ważne. A kiedy już się ją znajdzie, to trzeba być krytycznym, czasem nawet bardzo, stale przyglądając się efektom swojej pracy. Ja tak miałem przez wiele lat, zwłaszcza na początku wydawały mi się one ciągle niedoskonałe. Dopiero po dłuższym czasie, kiedy zobaczyłem moją biżuterię na jednej z wystaw i udało mi się spojrzeć na nią z dystansem, musiałem przyznać, że jest naprawdę dobra (śmiech).

Długo poszukiwałeś własnej drogi?

Mój styl był od zawsze rozpoznawalny, tylko musiałem go nieco dopracować. Początkowo moje formy były dość duże, takie nawet 30-40-centymetrowe – to była biżuteria tworzona z myślą o pokazach mody zaprojektowanej przez moją żonę Ingunę. Z założenia ozdoby miały być obiektami sztuki, więc ich użytkowość nie była cechą, która w jakikolwiek sposób by mnie ograniczała (śmiech). Z czasem jednak dojrzałem do zmniejszenia rozmiarów biżuterii, ale styl oczywiście pozostał. Ukształtowały go przede wszystkim studia na Estońskiej Akademii Sztuki oraz na Łotewskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie studiowałem rzeźbę i grafikę.

Teraz już rozumiem, skąd moje skojarzenie Twojej biżuterii z ilustracjami z książek dla dzieci.

Profesorowie z akademii zawsze powtarzali, że nie wolno nam patrzeć na biżuterię tworzoną przez innych artystów i że najważniejszą naszą inspiracją powinna pozostać sztuka: rzeźba, malarstwo, grafika. Właśnie z tych dziedzin powinniśmy czerpać inspiracje, wybierać najciekawsze elementy i wokół nich budować interesujące historie wyrażane pod postacią biżuterii. Starałem się przestrzegać tych wytycznych tak bardzo, że w czasie studiów nigdy nie oglądałem cudzej biżuterii, nawet żadnych katalogów, omijałem też wystawy – tak bardzo bałem się „złego” wpływu na moje myślenie o biżuterii. Stąd zapewne jest trochę jak rzeźba, stąd też charakterystyczne graficzne linie. W procesie twórczym nie mam granic – zależy mi na tym, aby prace były malownicze, rozpalające wyobraźnię, niepowtarzalne i wyróżniające się własnym językiem wizualnym. Inspiracją jest dla mnie dosłownie wszystko – przede wszystkim bogactwo natury i różnorodność innych kultur. Pomysły rodzą się wszędzie i nieustannie – w czasie spaceru, podczas koszenia trawy i na koncercie. Najczęściej pojawiają się w trakcie przygotowań do wystaw indywidualnych, kiedy przez ok. pół roku muszę stworzyć kilkadziesiąt nowych prac – mam wrażenie, że im więcej pracuję, tym więcej nowych pomysłów się pojawia. Realizuję je zazwyczaj w srebrze, które jest moim ulubionym materiałem, czasem także w złocie. Chętnie sięgam po kamienie szlachetne i jubilerskie, które lubię łączyć z naturalnymi materiałami, takimi jak heban, ciosy mamuta oraz koralowce. Biżuterię wykonuję ręcznie, rzadko używam technik odlewniczych. Generalnie inspiruje mnie możliwość stworzenia czegoś pięknego z niczego – to wolny proces twórczy, który tylko wzbogaca świat, nie zaśmiecając go.

W Twoich pracach pojawia się również bursztyn.

Choć to nasz narodowy kamień, miałem z nim początkowo dość trudną relację. Pamiętam czasy, kiedy w Rydze było mnóstwo sklepów i sklepików z biżuterią z bursztynem, która bardzo wiele pozostawiała do życzenia pod względem wzornictwa i jakości. Ten obraz wrył mi się w pamięć tak głęboko, że nawet kiedy już zacząłem tworzyć biżuterię, to trzymałem się z dala od bursztynu. Zostałem trochę zmuszony do sięgnięcia po złoto Bałtyku całkiem niedawno, bo w 2015 roku – z okazji wyboru Rygi na Europejską Stolicę Kultury nieistniejąca już niestety Galeria Putti zaprosiła mnie do udziału w międzynarodowej wystawie „Bursztynowy Szlak”. Pamiętam, że wykonałem wtedy prace, w których użyłem bryłek znalezionych niegdyś na nadbałtyckiej plaży. Pamiętam też, że w tej wersji bursztyn nawet mi się spodobał (śmiech). Więc potem wziąłem jeszcze udział w Biennale Sztuki Bursztynniczej „Ałatyr” w Kaliningradzie – poszło na tyle dobrze, że tamtejsze Muzeum Bursztynu zakupiło moje prace konkursowe. I stało się – te dwa wydarzenia zmieniły moje nastawienie do bursztynu:zrozumiałem, że on wcale nie musi być taki, jakim go zachowałem w pamięci, tylko może mieć taką formę, jaką ja pragnę mu nadać. Więc teraz sięgam po niego od czasu do czasu – oczywiście na moich własnych zasadach.

„Chciałbym, aby moja biżuteria była noszona setki lat po dzisiejszym dniu” – to Twoje słowa. Znasz sposób na to, by zaskarbić sobie łaski u przyszłych pokoleń?

Wyobrażam sobie, jak pewnego dnia w odległej przyszłości mój pierścionek mógłby zostać wyjęty z zapomnianej szuflady, wyczyszczony i przywrócony do życia w kolejnym pokoleniu. Przyszłość pokaże, na ile mój sposób na długowieczność biżuterii się sprawdzi. Przede wszystkim staram się tworzyć ozdoby ponadczasowe i wysokiej jakości, jak również świadomie dobierać materiały tak, by nie tylko przetrwały długi czas, ale też zachowały swoją wartość. W tym przejawia się także moja łotewskość, czyli zamiłowanie do dokładności i solidności.

Guntis Lauders (ur. 1965) jest absolwentem Estońskiego Uniwersytetu Artystycznego (kierunek metal design – 1992) oraz Łotewskiej Akademii Sztuk Pięknych (tytuł magistra w 2005 r.). Od 1993 roku uczestniczył w wielu wystawach indywidualnych w Łotwie, Estonii, Litwie, Niemczech i krajach Europy Północnej oraz zbiorowych w Europie, Stanach Zjednoczonych, Rosji i Japonii. Jego biżuteria znajduje się w zbiorach Muzeum Sztuki Dekoracyjnej i Projektowania w Rydze, Muzeum Bursztynu w Kaliningradzie jak również w licznych kolekcjach prywatnych na całym świecie, m.in. w prywatnej kolekcji Solange Thierry-de Saint Rapt.