O tym, że bursztyn jest składnikiem wielu perfum, wiemy nie od dziś. Ale dziś dowiemy się, że ten zapach – a właściwie jego wyobrażenie – jest syntetyczny i z prawdziwym zapachem bursztynu ma niewiele wspólnego. Jak więc pachnie prawdziwy bursztyn?
Ile ty masz właściwie lat?
28.
Sporo już osiągnąłeś. Byłeś w szkole dla nosów we Francji, stworzyłeś już kilka autorskich zapachów. Ile miałeś lat, kiedy zaczynałeś przygodę z perfumiarstwem?
Trudno właściwie określić, kiedy ta pasja się zaczęła. Perfumiarstwo od zawsze mnie fascynowało. Jeździłem na targi perfum do Włoch i Francji, gdzie poznawałem twórców zapachów i marki perfum, zwłaszcza te niszowe. Miałem wiele szczęścia, bo w dość hermetycznej branży, jaką jest perfumiarska, trafiłem na dość otwarte osoby. Kiedy dostrzegły moje ogromne zainteresowanie – nie tyle samymi zapachami, co ich tworzeniem – udzieliły mi wielu cennych wskazówek, jak tworzyć perfumy, skąd pozyskiwać składniki używane przez profesjonalnych perfumiarzy, jak je poznawać i testować. Małymi krokami zdobywałem coraz więcej wiedzy, aż w końcu zacząłem eksperymentować, tworząc pierwsze kompozycje zapachowe, które oczywiście trafiały do szuflady. Miałem wtedy trochę ponad 20 lat.
Co dodało Ci odwagi, by wyjąć je z szuflady?
Zmobilizowali mnie do tego moi perfumowi znajomi z Trójmiasta. Zachęcony ich pozytywnymi opiniami, zacząłem tworzyć krótkie serie zapachowe dla znajomych. Coraz więcej, coraz częściej i z coraz lepszym efektem. Aż pasja przerodziła się w pełnoetatową profesję.
Potem zdecydowałeś się wyjechać do Francji do szkoły nosów?
Szkoła dla nosów ISIPCA była dla mnie bardziej zwieńczeniem moich wysiłków i potwierdzeniem, że rozwiązania, do których doszedłem samodzielnie, są zgodne z profesją. Wtedy już wiedziałem, że chcę się tym zajmować profesjonalnie. Trzeba być na bieżąco, bo perfumiarstwo to bardzo dynamiczna dziedzina.
Tymczasem moje pierwsze skojarzenie z perfumiarzem jest… rodem z „Pachnidła”…
To uzasadnione, bo to najbardziej „perfumiarska” i mocno sugestywna książka. Jeśli chodzi o czynności, to niewiele się zmieniło przez dziesiątki, a może nawet setki lat. Natomiast wiele się zmieniło, jeśli chodzi o składniki. O ile jeszcze 100-150 lat temu perfumiarz otaczał się głównie naturalnymi, esencjalnymi ekstraktami z roślin, tak teraz mamy do dyspozycji dużo bardziej innowacyjne składniki, tzw. aromamolekuły. To różne związki chemiczne o unikalnym zapachu, które umożliwiają perfumiarzom tworzenie bardzo unikalnych, nowatorskich kompozycji. Dobrym przykładem jest tutaj słynny zapach Chanel No. 5, w którym perfumiarz posłużył się aldehydami. Dzięki aromamolekułom, które wtedy dopiero wkraczały w świat perfum, udało mu się uzyskać zupełnie nowy, jaskrawy, nieprawdopodobny efekt, który fascynuje do dziś. Obecnie branża perfumiarska dysponuje całym arsenałem takich molekuł. Ja też staram się je łączyć w moich kompozycjach z tradycyjnymi, naturalnymi składnikami, by stworzyć nowy zapach. Na przykład w serii bursztynowych perfum „Mare Goticum” użyłem oleju bursztynowego, który daje nutę smaru, wyczuwalnej benzyny, a składniki molekularne podbijają efekt skojarzeń zapachowych z maszynownią okrętową.
Bursztyn był w perfumach używany od dawna. Pytanie, czy dla właściwego mu kadzidlanego zapachu, czy dlatego, że był mylony z cenną w perfumiarstwie ambrą?
To podobieństwo nazw – amber i ambra – wywołało i nadal wywołuje zamieszanie nawet wśród perfumiarzy. Historycznie patrząc, anglojęzyczna nazwa bursztynu – amber – wzięła się od arabskiego słowa anbar, które oznaczało pierwotnie szarą ambrę. Tymczasem to dwa zupełnie różne składniki, choć oba znajdywano na brzegu morza. Oba miały podobną strukturę – bursztyn, wiadomo, skamieniała żywica, zaś ambra, wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota, najpierw pływa w morzu i też kamienieje. Być może te podobieństwa spowodowały zlanie się tych dwóch nazw w jedną. Szczególnie że po podgrzaniu obie wydzielają charakterystyczny zapach.
Bursztynowa nuta w perfumach, nawet takich klasycznych, jak np. Guerlain Jicky, prawdę powiedziawszy, nigdy nie była pozyskiwana wprost z bursztynu. Perfumiarze używali swego rodzaju interpretacji jego zapachu – wizualnej, złocistej, żywicznej struktury – uzyskując ją w efekcie połączenia zupełnie innych składników. Dziś bursztynowy akord to efekt połączenia znanej nam wszystkim waniliny z różnymi żywicami. Na tyle udany, że praktycznie do dzisiaj istnieje cała gama perfum, które bazują wciąż na tym samym pomyśle. Co więcej, w klasycznej perfumerii istnieje – a właściwie istniało – przekonanie, że bursztyn jako surowiec naturalny w perfumach nie ma racji bytu.
Na szczęście Ty jesteś innego zdania i nawet to udowodniłeś.
Bursztyn, zwłaszcza bałtycki, był mi bardzo bliski. Wychowałem się na Pomorzu, gdzie bursztyn nie tylko był obecny pod postacią opowieści o poławianiu, biżuterii i rzeźb czy dobrej na wszystko bursztynowej nalewki, ale też pod postacią zapachu, szczególnie szlifowanych bryłek. Wiedząc o bursztynie wiele, a przede wszystkim, że jest on żywicą, pomyślałem, że może warto spróbować wydobyć z niego zapach. Albo choćby jakiś jeden skromny składnik zapachu.

Dość ambitnie podszedłeś do tematu: postanowiłeś zrobić coś, czego nikt przed Tobą nie zrobił – pozyskałeś zapach bursztynu z naturalnego bursztynu.
Szczerze mówiąc, nie wiem, czy rzeczywiście byłem pierwszy. Nie zdziwiłbym się, gdyby gdzieś w dalekich krajach, jak Indie czy Chiny, gdzie perfumeria bazuje na trochę innych, bardziej balsamicznych składnikach, były już podejmowane próby pozyskania zapachu z naturalnego bursztynu przez lokalnych wytwórców. Nie udało mi się jednak dotrzeć do takiej informacji. Przeanalizowałem też współczesne marki perfumowe w Europie, USA i na Bliskim Wschodzie, ale tam też nie natknąłem się na taką informację. Moje metody otrzymywania akordu bursztynowego w dużej mierze bazują na historycznych recepturach, z których część była znana już w średniowieczu. Ja tylko je zmodyfikowałem, tj. dostosowałem do dzisiejszych czasów, by udało się pozyskać składniki, które jednocześnie będą bezpieczne, stabilne i będą miały walory zapachowe. Zależało mi na tym, by pokazać, że naturalny bursztyn może być atrakcyjnym składnikiem perfum i może mieć przy tym bardzo dużo różnych odcieni zapachowych. Mam nadzieję, że efekty moich doświadczeń będą na tyle atrakcyjne dla innych perfumiarzy, że zechcą pracować nie z tzw. gotowcami, tylko z akordami bursztynowymi pozyskiwanymi z naturalnego bursztynu.
Jakie są różnice między zapachem pozyskanym z naturalnego bursztynu a sztucznym ekstraktem?
Zapachowo to są dwie kompletnie inne bajki. Początkowo planowałem pozyskać tylko jeden składnik, ale bursztyn okazał się tak fantastyczny, że udało mi się otrzymać całą serię ciekawych składników. Mam olej bursztynowy, który powstaje w procesie suchej destylacji, czyli spalania bez dostępu do tlenu. Olej ma bardzo mocny, dymny, wręcz gryzący zapach, przywodzący na myśl zapach smarów okrętowych. Poddałem go dodatkowo nowoczesnej technice oczyszczania, tj. rektyfikacji. W jej wyniku udało mi się usunąć trochę tych najbardziej ciężkich, drażniących zapachów. Olej bursztynowy otrzymywano już w średniowieczu, ja do starej receptury tylko „dołożyłem” bardziej nowoczesny proces oczyszczania. Jest to o tyle istotne, że pozyskiwany wyłącznie w tradycyjny sposób zawiera dużo składników uznawanych dziś za niebezpieczne. Olej bursztynowy okazał się mieć potencjał, ale zależało mi też na pozyskaniu składnika, który byłby bliższy temu zapachowi bursztynu, który znałem ze wspomnień. Żeby go uzyskać musiałem „wyciągnąć” z bursztynu bałtyckiego substancje zapachowe bez konieczności spalania. Co jest strasznie trudne, ponieważ bursztyn bałtycki bardzo trudno się rozpuszcza. W końcu udało mi się dobrać odpowiedni zestaw rozpuszczalników i uzyskałem ekstrakt, który jest najbliższy zapachowi domowej nalewki bursztynowej czy np. szlifowanego bursztynu.

Czyli nie każdym składnikiem perfumiarz może się posługiwać?
Obowiązują nas limity tego, co możemy użyć i w jakich ilościach, żeby produkt finalny był bezpieczny dla konsumenta. Stąd konieczność oczyszczenia oleju bursztynowego, która dodatkowo pozwoliła pozbyć się najbardziej dymnych, najcięższych składników zapachu. Niezmiennie jednak jest to składnik dalece inny od tego, z jakim kojarzymy zapach bursztynu w perfumach, gdzie ten akord bursztynowy jest słodki, żywiczny, krągły, ciepły. Ale mamy też inne składniki, np. sztuczne piżmo. Naturalne piżmo w perfumerii już od wieków było bardzo cenione, ale też było bardzo drogie, więc szukano różnych sposobów jego zastąpienia. Na przełomie XVIII i XIX wieku niemiecki chemik Sigismund Marggraf wpadł na pomysł, żeby olej bursztynowy połączyć z kwasem azotowym – w rezultacie powstała brunatna, woskowa mieszanka, która miała bardzo animalny zapach – Marggrafowi skojarzyła się ona z zapachem piżma. To jest prawdopodobnie pierwsze udokumentowane sztuczne piżmo. Daje ono zapach bardziej przytulny, aksamitny, miękki, wręcz puchaty, a jednocześnie ma w sobie taką animalną, zwierzęcą nutę. Po odbiorze pierwszej edycji bursztynowych perfum spotkałem się z komentarzami, że kojarzy się m.in. z zapachem stajni czy końskiego włosia. Mi się z kolei kojarzy trochę bardziej ze strzyżą owczą.
Chyba nie chciałabym tak pachnieć…
Wiem, że to brzmi dosyć kontrowersyjnie. W pracowni perfumiarza bardzo dużo jest takich składników, które same w sobie nie pachną zbyt atrakcyjnie, ale umiejętnie połączone dają ciekawą kompozycję zapachową. Perfumy to przecież nigdy nie jest pojedynczy składnik, tylko zawsze złożona kompozycja. Jakbyśmy powąchali olej bursztynowy – który pachnie dość przenikliwie, industrialnie, wręcz jak mazut albo rozgrzana ropa okrętowa – to nawet po oczyszczeniu większość osób pewnie by uznała, że on się nie nadaje do perfum. Tymczasem mi przyszedł do głowy obrazek inspirowany nurkiem w historycznym skafandrze do poławiania bursztynu znajdującym się na ekspozycji z Muzeum Bursztynu w Gdańsku. Wyobraziłem sobie całą maszynerię na górze, która wtłacza powietrze dla nurka. I właśnie dla tej interpretacji postanowiłem posłużyć się olejem bursztynowym – dlatego z całej trójki stworzonych przeze mnie zapachów w serii bursztynowej właśnie Mare Goticum jest najbardziej kontrowersyjny.
Perfumy mają nie tylko pachnieć, ale też opowiadać historie…
Nosy perfumiarzy nie działają jak u większości ludzi. Nie dzielimy zapachów na pachnące i śmierdzące, tylko staramy się nawet w tych trudniejszych zapachach odkrywać potencjał i zastanowić się, jak i z czym je połączyć. Dla mnie bardzo ważna jest inspiracja, koncepcja, która wyznacza mi drogę do tworzenia zapachu. Staram się wyjść od pomysłu, jak na przykład ten nurek i głębinowe wydobycie bursztynu, i tak posłużyć się różnymi składnikami, żeby jak najlepiej odwzorować tę historię. Nie jest wielką sztuką połączyć kilka składników w coś, co będzie przyjemnie pachnieć. Każdy człowiek jest w stanie intuicyjnie to zrobić – badania pokazują, że już kilkuletnie dzieci są w stanie tworzyć proste połączenia zapachowe, np. łączyć kwiaty w przyjemnie pachnący bukiet.

Tu już wchodzimy w temat niszowych perfum. Dużo jest amatorów perfum o zapachu ropy naftowej?
Większość zdecydowanie myśli o perfumach w charakterze czysto użytkowym jako dopełnienie wizerunku czy garderoby. Ale też nie brakuje osób, które szukają bardziej artystycznych zapachów, odzwierciedlających jakąś historię, przenoszących wspomnieniami w czasie i gotowych zaakceptować kontrowersyjne zapachy. I tak zapach „Eridan” z piżmem bursztynowym wywołuje skojarzenia z rodzinnym domem, wakacjami na wsi, a nawet szkółką jeździecką. W tych mniej typowych zapachach jesteśmy często w stanie znaleźć więcej elementów, które przemawiają do naszych wspomnień, emocji, skojarzeń, a więc do naszej osobowości.
Tworzysz perfumy również na indywidualne zamówienie Czym chcą pachnieć osoby, dla których one powstają?
Wspomnieniami i emocjami. To najczęściej wynika z wywiadu, który przeprowadzam w pierwszym etapie. Pytam o ulubione zapachy, ale przede wszystkim interesują mnie ich wspomnienia zapachowe, np. z czym kojarzy im się zapach rodzinnego domu, jak pachnieli rodzice, a jak pierwsza miłość. Czasem nie jest to łatwe, bo na przykład pod hasłem róża każdy ma inne skojarzenie zapachowe. Dla jednej osoby to może być np. wydmowa dzika róża, dla innej pąsowa róża, która rośnie w ogrodzie u rodziców czy dziadków. Dlatego ten wywiad jest niezbędny, by stworzyć zapach wywołujący emocje i pozwalający wyrazić siebie.
Wróćmy do bursztynu i trzech zapachów, które stworzyłeś na ich bazie. „Mare Goticum” i „Eridan” powstały na bazie bursztynu bałtyckiego, „Hispaniola” na bazie niebieskiego bursztynu dominikańskiego. Bałtycki i dominikański pachną inaczej?
Każdy rodzaj pachnie inaczej. Z wyjątkiem sumatrzańskiego, który nie pachnie w ogóle. Przyznam szczerze, że było to dla mnie bardzo duże zaskoczenie, kiedy zacząłem eksperymentować z bursztynami z różnych stron świata: Meksyku, Indonezji i Dominikany. I ten dominikański bursztyn okazał się strzałem w dziesiątkę. To jest skamieniała żywica drzew liściastych – a nie iglastych jak w przypadku bursztynu bałtyckiego – więc już z tego wynika różnica w zapachu. Pachnie jeszcze przed podgrzaniem, a jego zapach jest wielowymiarowy: ma w sobie z jednej strony taką drzewną, balsamiczną słodycz, z drugiej zaś jest delikatnie pudrowy, trochę przypomina ekstrakt z kwiatów irysa, z delikatną nutą goryczki w tle. Meksykański z kolei ma zapach zbliżony do białego kopalu, bardziej ostry i pikantny, również bardzo ciekawy, ale to zapach bursztynu z Dominikany urzekł mnie całkowicie.
Pierwsza, limitowana edycja tych zapachów, którą zaproponowałeś jesienią ubiegłego roku, szybko się wyczerpała. Wiem, że pracujesz nad kolejną edycją i że będzie ona trochę inna.
Lubię zmieniać delikatnie kompozycję moich prac z edycji na edycję. Oczywiście te główne składniki z bursztynu będą nadal wyczuwalne, zmienią się tylko te poboczne akcenty. I tak np. w obecnej edycji „Hispanioli” trochę zmodyfikowałem proporcje składników, ale też sięgnąłem po fantastyczną, czerwoną mandarynkę z Brazylii, która pachnie tak szalenie apetycznie, że dosłownie walczyłem z pokusą jej wypicia.
Kiedy premiera?
Na targach AMBERIF SPRING zaprezentowałem przedpremierowo nową edycję tej bursztynowej serii. Miałem też możliwość opowiedzieć o tym, jak pracowałem nad składnikami z bursztynu i tymi kompozycjami. Bardzo ucieszyło mnie, że nawet dla ekspertów i weteranów bursztynowego świata ten temat okazał się czymś interesującym, a same zapachy otrzymały bardzo pozytywny odbiór. Teraz, kiedy perfumy są już gotowe, pozostaje tylko napełnić nimi flakoniki. Zestawy próbek całej kolekcji będą dostępne w ciągu 2–3 tygodni, zaś pełnowymiarowe flakony na przełomie marca i kwietnia. Ponadto pracujemy też z Muzeum Bursztynu nad uruchomieniem – już niebawem – warsztatów perfumowych, w ramach których uczestnicy będą mogli z moją pomocą stworzyć swoje własne perfumy z wykorzystaniem moich składników bursztynowych. Jak widać i dla perfumiarzy bursztyn może być szalenie inspirujący i otwierać wiele nowe możliwości jego wykorzystania.
Alan Balewski – niezależny polski perfumiarz i badacz psychologii zapachu, założyciel laboratorium perfumowego Bale. Jego droga do świata perfum rozpoczęła się od samodzielnych eksperymentów i fascynacji zapachami, które z czasem doprowadziły go do jednej z najbardziej prestiżowych szkół perfumeryjnych – francuskiej ISIPCA. Doświadczenia zdobyte zarówno jako samouk, jak i w trakcie profesjonalnej edukacji zaowocowały powstaniem laboratorium Bale – przestrzeni, w której tradycyjne rzemiosło łączy się z nowoczesnym podejściem do komponowania zapachów. Korzystając z autorskiej metodologii, eksperymentuje z nowatorskimi efektami olfaktorycznymi, czerpiąc inspiracje z bogatej historii perfumiarstwa. Jego praca to nieustanne poszukiwanie nowych granic w sztuce zapachu.