Nie pozwólmy tej biżuterii zniknąć – rozmowa z Magdaleną Kwiatkiewicz

Zaczęło się od biżuterii, którą chciała nosić albo po prostu mieć. Z czasem kolekcjonowanie stało się jednak czymś znacznie więcej – poszukiwaniem ważnych obiektów, historii i pamięci o ich twórcach. Dla swojej pasji znalazła nowy dom – Muzeum Biżuterii MoJa w Poznaniu, które zastąpiło prowadzoną przez nią przez wiele lat Galerię YES. Muzeum to nie tylko miejsce prezentacji polskiej biżuterii współczesnej, ale także jej swoistym…

Interviews
Magda kwiatkiewicz
Maria Magdalena Kwiatkiewicz - właścicielka prywatnego Muzeum Biżuterii Współczesnej MoJa

Minęły prawie cztery miesiące od otwarcia Muzeum Biżuterii MoJa. Z jakimi reakcjami odwiedzających się spotykacie?

Niezmiennie z bardzo dużym zainteresowaniem, szczególnie podczas oprowadzań kuratorskich. Odwiedzający chcą nie tylko oglądać, ale także słuchać opowieści o współczesnej polskiej biżuterii. Podobnie jest z warsztatami złotniczymi, na których zawsze mamy maksymalną liczbę uczestników. Są wśród nich zarówno seniorzy, jak i dzieci. Umawiają się grupy znajomych, którzy lubią robić coś razem.

Przyznam szczerze, nie spodziewaliśmy się aż tak dużego zainteresowania. I tym bardziej nas ono cieszy. Wygląda na to, że udało nam się stworzyć nowe, atrakcyjne miejsce spotkań na mapie Poznania. Naszym atutem jest też otwarcie w poniedziałek – w ten sposób odpowiadamy na potrzebę kontaktu ze sztuką w dzień, kiedy wiele innych placówek muzealnych jest zamkniętych.

Co najbardziej zaskakuje osoby, które po raz pierwszy stykają się ze współczesną polską biżuterią?

Chyba najczęstszą reakcją jest zaskoczenie. Odwiedzający wręcz odkrywają coś, czego w zdecydowanej większości przypadków nigdy wcześniej nie widzieli. Przed wizytą w naszym muzeum zazwyczaj nie mieli świadomości istnienia takiego zjawiska jak biżuteria współczesna. Tym bardziej zaskakuje ich jej różnorodność – zarówno pod względem estetycznym, jak i materiałowym. A także fakt, że biżuteria może być komunikatem. Dotychczas traktowali ją przede wszystkim jako ozdobę, tymczasem dowiadują się, że może być nośnikiem określonych treści, które twórca przekazuje odbiorcy.

Mamy więc czasem poczucie, jakbyśmy ten biżuteryjny świat przed nimi odkrywali. I to jest naprawdę bardzo przyjemne. Z satysfakcją obserwujemy, jak nasza opowieść o biżuterii ich wciąga i fascynuje. No i bardzo się cieszymy, kiedy do nas wracają – a nierzadko wracają w towarzystwie, któremu chcą pokazać swoje „odkrycie”. I to chyba jest dla nas najlepsza rekomendacja.

MoJa1
Kolekcja prof. Ireny Huml w Muzeum MoJa

Jednym z powodów powstania muzeum była Twoja niezgoda na plasowanie biżuterii poza kategoriami sztuki. Czy nadal spotykasz się z przekonaniem, że nie jest ona pełnoprawną dziedziną sztuki?

Niestety tak. I właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym, żeby mój głos w trwającej od lat dyskusji na temat uznania biżuterii za dziedzinę sztuki, był słyszalny. Obecnie ten głos bardziej się wybija dzięki zgromadzonej w jednym miejscu mojej kolekcji – jej skala pokazuje, że biżuterię jako ważną część naszej kultury i sztuki. Dlaczego mielibyśmy traktować ją inaczej niż malarstwo czy rzeźbę?

Mam jednak wrażenie, że coś się zmienia. Wpływają na to różne czynniki, także nasze podejmowane od lat starania, żeby zainteresować tematem współczesnej biżuterii akademików i krytyków sztuki. Nasza kolekcja zaczyna budzić zainteresowanie również ze strony instytucji naukowo-artystycznych. Pierwsze efekty już są widoczne – to między innymi obiecująca współpraca Muzeum z Uniwersytetem Artystycznym w Poznaniu oraz Wydziałem Historii Sztuki Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Czyli muzeum ma również ambicję, żeby nie tylko pokazywać biżuterię, ale zachować wiedzę o niej dla przyszłości?

To jest dla mnie bardzo ważne. Gromadzenie, opracowywanie we współpracy z ekspertami i udostępnianie informacji związanych ze współczesną polską sztuką złotniczą jest istotną częścią naszej działalności. Chcemy zachować jak najwięcej przedmiotów złotniczych, ale też informacji, wspomnień, druków czy przedmiotów związanych z ich powstawaniem, jak np. warsztat złotniczy z narzędziami, który można u nas zobaczyć.

Zależy mi, żeby kolekcja była możliwie wszechstronna. Z myślą o współczesności, ale przede wszystkim w trosce o przyszłość – żeby jak najwięcej materiałów zachować dla kolejnych pokoleń. Dlatego już dziś współpracujemy z historykami sztuki i innymi ekspertami i porządkujemy oraz opracowujemy naukowo zgromadzone dziedzictwo.

Z tych wszystkich materiałów można korzystać już dziś. Jesteśmy otwarci na współpracę i chętnie udostępniamy nasze zasoby. Jeśli ktoś chciałby napisać pracę magisterską o polskiej biżuterii, to tym serdeczniej zapraszam.

MoJa
Biżuteria Alicji i Jakuba Wyganowskich w Muzeum MoJa

Kolekcjonujesz więc nie tylko biżuterię, ale również historie, które za nią stoją.

Kupując kolejne przedmioty do kolekcji, staramy się dowiedzieć o nich i ich twórcach jak najwięcej. Te informacje czynią dzieło jeszcze bardziej interesującym, ale też wyciągają z cienia autora. Bo za każdym przedmiotem stoi człowiek – ze swoimi przemyśleniami, motywacjami, sukcesami, ale też porażkami. A przecież one również bardzo silnie kształtują człowieka.

Część tych historii można potem odnaleźć m.in. w wywiadach opublikowanych w książce „Artyści złotnicy. Rozmowy o polskiej biżuterii”. Jako Galeria YES wydaliśmy dotychczas dwa tomy z 22 rozmowami, obecnie przygotowujemy kolejne wydanie.

Można powiedzieć, że wyciągasz trochę z niebytu współczesną biżuterię artystyczną.

To przecież jest część naszej kultury czy sztuki – nawet jeśli niszowa, to bardzo ważna. I może właśnie dlatego, że niszowa, istnieje duże ryzyko, że świadectwa jej dokonań znikną razem z twórcami. Bo nikt nie będzie czuł potrzeby dbania o tę spuściznę. A bez niej nikt nie będzie pamiętał o dokonaniach polskich artystów, którzy wyróżniali się niesamowitą pracowitością i kreatywnością, szczególnie w czasach ograniczonego dostępu do surowców. A także później, w latach 80., a szczególnie 90., kiedy zachwycali swoimi pomysłami dosłownie cały świat. Dziś, mimo postępującej w szalonym tempie komercjalizacji i unifikacji, udaje im się ten kurs na szczęście utrzymać. Dlatego Muzeum stawia sobie ambitny cel zgromadzenia jak najbogatszej kolekcji współczesnej polskiej biżuterii i przedmiotów z nią związanych.

MoJa3
Biżuteria z bursztynem i krzemieniem pasiastym w Muzeum MoJa

Jak można Ci w tym pomóc?

Najważniejsze to nie pozwolić tej biżuterii zniknąć. Kolejne pokolenia mają inny system wartości, inny gust, więc biżuteria babci czy dziadka może być dla nich bezwartościowa. I wtedy może zostać po prostu przetopiona.

Dlatego zanim ktoś zdecyduje się przetopić biżuterię czy wyrzucić szkice, zdjęcia, notatki, a nawet osobiste przedmioty artysty, bardzo proszę, żeby wcześniej skontaktował się z muzeum. U nas ta biżuteria zostanie uratowana.

Zachęcam też artystów do przekazywania – odpłatnie i nieodpłatnie – swoich prac, żeby możliwie wiele nazwisk, stylów, technik i materiałów było reprezentowanych w muzeum. Dzisiaj i w przyszłości.

Kiedy myślę o tym, co właśnie powiedziałaś, wyobrażam sobie, że Muzeum MoJa to taka „biżuteryjna biblioteka narodowa”.

Ależ to dokładnie tak ma być! Niczym w bibliotece narodowej wszystkie pozycje będą skatalogowane i zachowane dla tych, którzy w taki czy inny sposób będą chcieli z tych zbiorów skorzystać. Czy przychodząc na wystawę, czy szukając źródeł do napisania pracy naukowej. Najważniejsze, że będzie wiadomo, gdzie tych przedmiotów i informacji szukać. A ja zawsze chętnie je udostępnię.

One będą też przedmiotem wystaw. Tak było w przypadku wystawy „Irena Huml. Formy obecności”, gdzie uzupełnieniem kolekcji biżuterii zgromadzonej przez panią profesor, która obecnie jest w moim posiadaniu, było kilka jej prywatnych przedmiotów: okulary, kartka z notatkami czy ołówek. I właśnie takie drobiazgi bardzo mnie poruszają. Dzięki nim obecność człowieka staje się pełniejsza.

Moja5

Podobnie jest z biżuterią – za każdym obiektem stoi przecież konkretny człowiek.

Oczywiście! I chyba właśnie dlatego biżuteria jest dla mnie tak fascynująca, bo mogę ją postrzegać także przez pryzmat twórcy – z jego pasjami, radościami i problemami. Czasem, patrząc na dzieło, o tym zapominamy. A przecież to, jaka jest biżuteria, wynika właśnie z indywidualnego charakteru twórcy.

Mam przyjemność znać osobiście większość twórców reprezentowanych w Muzeum. U wielu z nich bywałam w pracowniach i domach. To zdecydowanie poszerza perspektywę. Kiedy zna się artystę, jego pracownię, pasje, sposób myślenia, czasem nawet jego poczucie humoru czy różne ciekawe opowieści, biżuteria zaczyna być jeszcze bardziej fascynująca. I tę wiedzę, emocje i doświadczenia przekazujemy w Muzeum.

Kiedy zaczynałaś kolekcjonować 30 lat temu, miałaś wyobrażenie, dokąd Cię to zaprowadzi?

Oczywiście, że nie! Na początku kupowałam biżuterię, którą chciałam nosić. Albo mieć – bo nie każdą biżuterię da się nosić, ale jest tak piękna, że chce się ją po prostu mieć. A potem, kiedy już miałam całkiem sporą kolekcję, zorientowałam się, że jeszcze mi brakuje takiego a takiego twórcy, którego znam i cenię. I kilku innych…  I tak to moje kolekcjonowanie zrobiło się bardziej świadome. Zaczęłam sięgać coraz głębiej w przeszłość, szukając także twórców już nieżyjących, ale ważnych dla polskiej powojennej sztuki złotniczej.

Im bardziej poznawałam dokonania artystów, tym bardziej pragnęłam posiadać konkretne przedmioty – charakterystyczne dla ich twórczości, także te nagradzane w prestiżowych konkursach. Jeśli nie były dostępne do kupienia, prosiłam artystów o wykonanie kopii specjalnie dla mnie.

Dziś ważne jest dla mnie, żeby kolekcja była możliwie jak najbardziej reprezentatywna. Dlatego wertujemy wszelkie dostępne źródła, kontaktujemy się z autorami albo ich spadkobiercami.

MoJa4

Czy zdarza Ci się kupować coś, co osobiście nie jest w Twoim guście, ale wiesz, że powinno znaleźć się w kolekcji?

Oczywiście. Już od dłuższego czasu kolekcjonuję nie tylko te przedmioty, które mi się podobają, ale przede wszystkim te, które uważam za interesujące, ważne, charakterystyczne dla twórcy albo konkretnego okresu. Mam w swojej kolekcji pokaźny zbiór biżuterii z okresu PRL-u, także tej ze spółdzielni rękodzieła artystycznego. Kiedyś zupełnie mi się nie podobała, dziś dostrzegam jej wartość historyczną. Nie „obrażam się” też na biżuterię komercyjną, szczególnie jeśli została stworzona przez uznanego artystę. Często przecież zdarza się, że artyści tworzą dwutorowo: i unikaty, i biżuterię komercyjną.

Co Cię dziś najbardziej ogranicza w pasji kolekcjonowania biżuterii?

Dla utrzymania jakości i spójności kolekcji musiałam sobie określić jakieś ramy czasowe – jest to okres od 1945 roku. Poza tym oczywiście sporym ograniczeniem są fundusze na zakup kolejnych obiektów. I czas. Wyszukiwanie przedmiotów, docieranie do właścicieli, rozmowy, finalizowanie umów zakupu – to wszystko potrafi trwać bardzo długo.

Masz jakieś szczególne marzenie kolekcjonerskie – przedmioty, które bardzo chciałabyś jeszcze pozyskać?

Takich przedmiotów jest naprawdę wiele, szczególnie jeśli chodzi o biżuterię nieżyjących już twórców. Znam ją z katalogów, ale często nie wiem, czy ona jeszcze istnieje i kto jest ewentualnym spadkobiercą. I stąd mój apel do spadkobierców, ale też do wszystkich osób, które mogłyby mnie wesprzeć w budowaniu reprezentatywnej kolekcji współczesnej polskiej biżuterii artystycznej: jeśli ktoś ma w domu ciekawy przedmiot złotniczy, bardzo proszę – zanim go wyrzuci czy przetopi – niech się z nami skontaktuje. Każdą ofertę przeanalizujemy i, jeśli będzie spełniała nasze kryteria, w miarę możliwości postaramy się ją zakupić. Oczywiście zapraszam do kontaktu również artystów i inne osoby zajmujące się biżuterią: jeśli widzicie, że w mojej kolekcji brakuje waszego albo innego ważnego nazwiska czy pracy, bardzo chętnie o tym porozmawiam.

Czego najbardziej chciałabyś dla Muzeum MoJa? Nie tylko jako kolekcjonerka, ale po prostu jako osoba, która stworzyła to miejsce?

Chciałabym, żeby kolekcja stale się rozrastała, ale jednocześnie zachowała swój reprezentatywny charakter. Żeby nadal interesowała odwiedzających, a nawet budziła ich zachwyt. Bardzo chciałabym też, żeby osoby, które przychodzą do Muzeum, wychodziły z większą wrażliwością na biżuterię artystyczną – na jej piękno, artyzm i indywidualny charakter.

Myśląc o przyszłości, mam jeszcze jedno, dość osobiste marzenie. Chciałabym, żeby Muzeum było ważne także dla moich dzieci i wnuków. Żeby w przyszłości chcieli o nie dbać i stale rozbudowywać kolekcję. Mam nadzieję, że miłość do biżuterii się dziedziczy. I że kolejne pokolenia w mojej rodzinie będą tę pasję pielęgnować i że będzie im sprawiać tyle przyjemności, ile sprawia mnie.

Read also: