Lepiej dzisiaj nie włączać telewizora. Zewsząd atakują nas obrazy kryzysów gospodarczych , krachów giełdowych, spadających ratingów, deficytów budżetowych, programów oszczędnościowych i rosnącego bezrobocia. Reakcją na wszechogarniające wrażenie braku perspektyw są powstające ruchy „Occupy …”, bezradnie protestujące przeciwko banksterom, korporacjom i rządom. Czyż mówienie w takich okolicznościach o biżuterii – przedmiocie nieodmiennie kojarzonym z demonstracyjnym atrybutem bogactwa i egoistycznego hedonizmu – nie wydaje się społecznie nieakceptowalne, a nawet etycznie podejrzane? Przecież płonące bankomaty i wybite szyby wystawowe salonów jubilerskich to stały element frustracji wszystkich indignados.
Jest jednak także inny aspekt projektowania i użytkowania biżuterii, która – jak żaden inny wytwór wyobraźni – może być skutecznym komunikatem, manifestującym punkt widzenia jej użytkownika: głosem protestu, bycia anty lub pro, postaw buntu, rebelii i guerilli. Czy standardowy zestaw haseł wypisywanych na transparentach, t-shirtach i wlepkach może być uzupełniony bardziej wyrafinowanym przekazem? Czy projektanci biżuterii potrafią zademonstrować własne zdanie i włączyć się do dyskusji na pozaestetyczne tematy? Czy tradycja ekskluzywnego złotnictwa będzie naszym nieodwracalnym wyrzutem sumienia? I czy refren „Diamonds are the girl’s best friend” zawsze już będzie brzmiał tak infantylnie, jak niedawne zeznania przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze znanej modelki Naomi Campbell, która swego czasu przyjęła kłopotliwy prezent od dyktatora Liberii, sądzonego właśnie za zbrodnie wojenne, tak sugestywnie odtworzone w filmie „Krwawy Diament” z Leo di Caprio w roli bezwzględnego najemnika?
Czekamy na Waszą odpowiedź.
Przyłączcie się do culture jumming!

