plzh-CNenetdelvltnorues
10.	Galeria pałacu w Charlottenburgu, gdzie dokonana była pierwsza prezentacja nieukończonego całkowicie wystroju bursztynowego gabinetu
Bursztynowy gabinet w berlińskim Pałacu Miejskim miał zrealizować dążenie do przepychu księcia-elektora Friedricha III, który sam siebie koronował w dniu 18 styczna 1701 r. jako "Króla w Prusiech Friedricha I", w suwerennym odtąd państwie pruskim. Osłabiona już w tym czasie i uwikłana w straszliwą wojnę północną Rzeczpospolita nie miała dość sił, aby sprzeciwić się emancypacji dawnego lennika. Dzieło to, choć w intencji przeciwne Polsce, zostało zrealizowane rękami polskich artystów, wywodzących się z Gdańska.

Andreas Schlüter - autor projektu

Zapewne bezpośrednią decyzję o wyborze wykonawców gabinetu podjął jego projektant, ówczesny dyrektor pruskich budowli królewskich, architekt, rzeźbiarz i aranżer wnętrz Andreas Schlüter, który pochodził z gdańskiego środowiska artystycznego. Utalentowany absolwent tutejszego Gimnazjum Akademickiego, urodzony w 1659 r., swoje pierwsze projekty architektoniczne realizował w Gdańsku. Ślady niektórych z nich ocalały: rzeźby na fasadzie barokowej Kaplicy Królewskiej i fasada kamienicy mieszczańskiej przy reprezentacyjnym placu miasta Długim Targu 37, dokumentując młodzieńczy okres twórczości artysty. Przez następnych 5 lat (do roku 1688) Schlüter pracuje jako rzeźbiarz w okolicach Gdańska w katolickich katedrach we Fromborku (nagrobki: Praetoriusa, sekretarza króla Polski Jana III Sobieskiego i prepozyta Adama Konarskiego) i w Oliwie (ołtarz).

Te wczesne prace zapewniły artyście uznanie i karierę na dworze króla Jana III Sobieskiego (rzeźby w Pałacu w Wilanowie w Warszawie) oraz w spokrewnionej z królem magnackiej rodzinie Żółkiewskich (nagrobki w Żółkwi i Warszawie) i Krasińskich (reliefy i rzeźby figuralne w wielkim pałacu w Warszawie). Szczęśliwym trafem prace Schlütera na terenie Polski (i w Żółkwi, leżącej tuż za granicą w pobliżu Lwowa) ocalały po ostatniej wojnie. W sumie z pracy na terenie Polski ocalało znacznie więcej dzieł tego autora niż z późniejszego okresu berlińskiego. Skala i charakter tych dzieł dają znacznie więcej materiału do porównań z koncepcją bursztynowego gabinetu niż późniejsze obiekty architektoniczne z Berlina.

W 1694 r. Schlütera angażuje książę-elektor prusko-brandenburski Fryderyk III na eksponowane stanowisko dyrektora budowli królewskich, realizowanych w tym czasie ze znacznym rozmachem. Pałac Miejski przyszłego króla Prus Fryderyka I w samym centrum Berlina (zburzony niestety po II wojnie światowej) zaprojektował Schlüter w guście epoki, nadając mu skalę znacznie przekraczającą realne potrzeby administracyjne niewielkiego państwa. W trakcie projektowania wnętrz artysta znający z autopsji możliwości gdańskich warsztatów bursztynniczych opracował projekt gabinetu królewskiego, którego nie mógłby ufundować żaden inny władca z uwagi na niedostatek materiału.

Dzięki temu powstało najsłynniejsze dzieło z okresu 11 lat pracy Andreasa Schlütera w Berlinie. Wprawdzie bursztynowy gabinet nie został całkowicie ukończony, lecz realizacja jego podstawowych założeń kompozycyjnych i praktyczne rozwiązanie przez pierwszego wykonawcę prac, Gottfrieda Wolframa, sposobu konstrukcji z kruchego tworzywa ogromnych panneaux (369 x 188 cm ) na środkową strefę ścian zaowocowały kilkadziesiąt lat później powstaniem wielkiego dzieła, na które złożyła się praca i twórcza inwencja artystów z połowy Europy - czyli Bursztyn owej Komnaty w Carskim Siole.

Bursztynowe ramy

W skład dekoracji wykonanej w Berlinie w latach 1701-1712 weszły trzy wcześniejsze ramy do luster, wykonane pod koniec lat 70. XVII wieku w Gdańsku (być może jedna z nich w Elblągu) na zamówienie księcia-elektora saskiego jako prezent dyplomatyczny dla wielkiego elektora brandenbursko-pruskiego Fryderyka Wilhelma I. Ramy te mają wszystkie charakterystyczne cechy barokowych dzieł bursztynowych, wywodzących się z warsztatów gdańskich z ostatniej ćwierci XVII stulecia. Wyróżniają wielkimi gabarytami - wysokość wszystkich trzech ram wynosi 142 cm , a szerokość, choć zmienna, także jest bardzo duża: 125, 120 i 116 cm. To już daje zapowiedź dominacji bursztynu w przewidywanej do ich rozmieszczenia komnacie pałacowej. Intencja potraktowania ram jako jednego zespołu przejawia się we wspólnej tematyce przedstawień w medalionach stanowiących starotestamentową opowieść biblijną.

Nieco później (około 1680) obdarowany poprzednimi ramami Wielki Elektor zamawia u gdańskiego mistrza Nikolausa Turowa jeszcze większą (150 x 126 cm ) i bogatszą, o wielowątkowej tematyce (cykle: części świata, antyczni wodzowie, wielkie monarchie, sławne kobiety, sceny biblijne i wiele innych), zbudowaną z około 1500 (sic!) płaskorzeźbionych detali, powiązanych "kamieniami jubilerskimi" - kaboszonami, rautami i kameami.

Adresatem daru miał być prawdopodobnie "król słońce" Ludwik XIV, choć losy dzieła po wielkiej rewolucji francuskiej są zagmatwane. Dopiero 1991 r. ukazało się ono na aukcji w Londynie i zostało zakupione do zbiorów berlińskiego Muzeum Rzemiosła Artystycznego. Znana z innych dzieł sygnatura Nikolausa Turowa została tu zatarta, lecz w tym czasie trudno byłoby znaleźć inny warsztat jako potencjalnego konkurenta. Był to bowiem okres, kiedy w tej pracowni spotkali się tacy mistrzowie jak Christoph Maucher i Gottfried Wolfram. Razem z Turowem pracował Maucher w latach 1576-1577 nad wspaniałym podarunkiem ufundowanym przez wielkiego elektora brandenburskiego Friedricha Wilhelma cesarzowi Leopoldowi I. Dar stanowiło imponujące krzesło z bursztynu - prawdziwy tron cesarski.

Gottfried Wolfram był, przed zaproszeniem go w roku 1701 do pracy przy berlińskim bursztynowym gabinecie, nadwornym bursztynnikiem króla Danii Christiana V. Kurator bursztynowej kolekcji królów duńskich w Rosenborgu dr Mogens Bencard, uznając Wolframa za jednego z najbardziej płodnych artystów na dworze duńskiej rodziny królewskiej, podkreśla jego gdańskie korzenie i wpływ gdańskiego środowiska na formę i techniki wykonawcze jego dzieł.

Wykonawcy dekoracji gabinetu

Wolfram realizował projekt wystroju gabinetu, który przez Schlütera został opracowany dla konkretnego wnętrza (prawdopodobnie narożnego pomieszczenia na drugim piętrze pałacu budowanego w centrum Berlina - Stadtpalast), na co wskazują zróżnicowane rozmiary zaprojektowanych płycin. Dekoracja miała być rozmieszczona w dwóch strefach:

1. cokół, czy też niska boazeria (87 cm od posadzki) podzielona nieznacznie wysuniętymi bazami pilastrów. Wąski parapet oddzielał cokół od zasadniczego pola ścian;
2. dekoracja ponad parapetem miała wysokość 369 cm i podzielona była na 8 części o zróżnicowanej szerokości. Najszersze elementy miały 188 cm szerokości, najwęższy 138 cm. Wielkie jak żagle panneaux miały być łączone pilastrami, których szerokość także musiała się różnić ze względu na wymiary ścian i rozmieszczenie otworów okiennych i drzwi. Najszersze miały 56 cm , a najwęższe 25 cm . Wysokość pilastrów była oczywiście równa głównym płycinom (369 cm), gdyż podobnie jak one sięgały od parapetu na cokole do głównego gzymsu pod plafonem. Całość miał wieńczyć gzyms złożony z profili architektonicznych i rzeźb (róże, tulipany, maszkarony i charakterystyczne dla Schlütera głowy umierających wojowników).

Całkowita wysokość gabinetu miała niecałe 5 metrów prawie zupełnie pokrytych bursztynem, z wąskimi tylko paskami snycerki i zwierciadłami w ramach.

To Wolframowi przypadł w udziale pionierski trud i zaszczyt skonstruowania z kruchego materiału mocnych i trwałych kompozycji na płaszczyznach o powierzchni około 7 m2. Zadanie to wykonał on pomyślnie, realizując w ciągu sześciu lat pracy 3 wielkie kompozycje, to jest prawie połowę wszystkich zaprojektowanych. Wolfram znał z doświadczenia zgubne skutki naklejania płytek i kształtek bursztynowych wprost na drewno i nie popełnił błędu, który doprowadził do zniszczenia wielu mebli oklejanych bursztynem (na przykład tak zwanych "kabinetów").

Podobnie jak na meblach, dekoracja ścian bursztynowego gabinetu króla Prus miała być rozmieszczona na płytach drewnianych. Wolfram uniknął jednak bezpośredniego styku bursztynu z drewnem. Pomiędzy masywnymi płytami dębowymi (z żelaznymi kotwami do mocowania na ścianach), a warstwą dekoracji bursztynowej umieścił złoconą folię mosiężną, która spełniała funkcje rozdzielające, a ponadto stwarzała doskonałe tło odblaskowe dla fragmentów wykonanych z przejrzystego bursztynu. Złoty podkład pięknie uwydatniał delikatne grawerunki i scenki rzeźbione intaglio na spodzie przejrzystych płytek i soczewek, a misternym reliefom (na przykład rocaille) przydawał blasku.

Płaskie, mozaikowe tło kompozycji wykonane zostało z cienkich płytek (zaledwie 5 mm grubości), nie zawsze układanych z geometryczną regularnością. Ta delikatna część kompozycji była otoczona i podtrzymywana układem zawiłych ornamentów, ram i kartuszy, znacznie masywniejszych i dzięki ich urozmaiconym, zaokrąglonym kształtom pozwalała uzyskać dostateczną sztywność całych, wielkich elementów.  

Wolfram wykonał też większość elementów cokołu i pod osobistym kierunkiem Schlütera zbliżał się do osiągnięcia półmetka robót, gdy nagle nastąpił krach. Wskutek dworskich intryg ze stanowiska Dyrektora Budowli Królewskich w styczniu 1707 r. został zwolniony Andreas Schlüter, a jego następca pułkownik gwardii Eosander von Göthe natychmiast zdecydował o zwolnieniu z pracy Wolframa, nałożył sekwestr na jego pracownię, zaś wykonany już zakres dekoracji przeniósł do zamku Charlottenburg w celu dostosowania do innego pomieszczenia. Wieloletnie starania Wolframa o zwrot pracowni i zapłatę za prace nie przyniosły rezultatu i musiał w końcu opuścić Prusy pod groźbą aresztowania.

Eosander, dyskwalifikując Gottfrieda Wolframa pod fałszywym zarzutem jakoby "umiał tylko tyle co najzwyklejszy tokarz", starał się na jego miejsce pozyskać kontynuatora prac o najwyższych kwalifikacjach. Siłą rzeczy musiał zwrócić się do przodującego wówczas w artystycznej obróbce bursztynu gdańskiego cechu bursztynników. Dokończenia wystroju bursztynowego gabinetu podjęli się mistrzowie: starszy cechu Gottfried Turau i Ernst Schacht, podpisując w styczniu 1707 roku stosowną umowę.

Pracowali oni intensywnie (wraz ze swymi zespołami czeladniczymi) przez 6 lat aż do dnia zgonu króla Fryderyka I, który nastąpił 25 lutego 1713 r. W tym okresie zdołali prawie całkowicie ukończyć niezwykłe dzieło zaprojektowane przez Andreasa Schlütera. Przede wszystkim 5 wielkich panneaux i resztę elementów cokołu zaczętego przez Wolframa. Wykonali też 4 pilastry z potrzebnych ośmiu (po 2 węższe -25 cm i 2 szersze - 56 cm ). Do wieńczącego wystrój ścian gzymsu i do głowic pilastrów wykonali większość projektowanych rzeźb figuralnych i reliefów, lecz nie rozpoczęli jeszcze montażu tych elementów.

Zaskakujący finał

Następca Fryderyka I na tronie pruskim Fryderyk Wilhelm I natychmiast po przejęciu władzy ukrócił wszelkie wydatki na kulturę. Prace przy gabinecie przerwano natychmiast, a prawie gotowe dzieło spakowano i złożono w berlińskiej Zbrojowni (Zeughaus - budynek ten, który na długie lata miał pogrzebać bursztynowy skarb, także wybudowano według projektu Schlütera). Turau i Schacht przed spakowaniem gotowych elementów gabinetu szczegółowo je opisali. Liczbowo przedstawia się to jak następuje:

  • według projektu A. Schlütera powierzchnia całego wystroju z bursztynu - 74,36 m2
  •  w tym gotowe ramy z Drezna 3 sztuki (tylko samo obramienie bez luster) - 3,20 m2
  •  do wykonania na miejscu - 71,16 m2
  •  wykonano gotowe elementy o powierzchni - 68,50 m2

Zadanie stworzenia bursztynowego gabinetu wykonano więc w 96,26%.

Najbardziej okazały w historii bursztynnictwa zespół bursztynowych kompozycji, po raz pierwszy zaprojektowany do użycia w skali architektonicznej, w ciemnym Zeughausie przeleżał 3 lata. Po czym stał się, jak większość wielkich obiektów bursztynowych owego czasu, dyplomatycznym prezentem. Syn fundatora, król Friedrich Wilhelm I, podarował go w listopadzie 1716 roku carowi Piotrowi I podczas spotkania w Havelbergu. Car, znający dzieło między innymi z relacji Andreasa Schlütera - którego zatrudnił na swym dworze, lecz nie zdołał skorzystać z talentów artysty wskutek jego nagłej śmierci w epidemii dżumy - tak zrelacjonował spotkanie w Havelbergu w liście do żony Katarzyny: "nasz przyjazd tutaj nie okazał się daremnym, lecz z pewną korzyścią. P.S. Król obdarował mnie pięknie urządzonym jachtem cumującym w Poczdamie i gabinetem bursztynowym, którego od dawna pragnąłem".

Dzieło powędrowało do Petersburga, lecz dopiero po pięćdziesięciu latach córka Piotra, Elżbieta I znalazła dla niego trwałe przeznaczenie: nadworny architekt carycy Francesco Bartolomeo Rastrelli przetworzył je w Bursztynową Komnatę w letnim pałacu carów.