plzh-CNenetdelvltnorues
Rysunek barwny z XV w. Norymberga – praca na średniowiecznej tokarce smyczkowej

Bursztynnicy (Paternostermachere, Bornsteindrehere) należeli do korporacji rzemiosł luksusowych, podobnie jak złotnicy i hafciarze perłami.

W Gdańsku osiedlali się na terenie Prawego Miasta (od 1350 r.). W 1526 r. znanych było 46 rzemieślników, co dla tego zawodu okazało się liczbą wysoką; władze cechu wystąpiły więc do rady miasta o ograniczenie liczby działających warsztatów do 40. Zbyt wysoka, w mniemaniu cechu, liczba mistrzów spowodowała ograniczenie przyjmowania nowych członków. Czekano na śmierć starego mistrza, na zwolnienie miejsca, a wówczas pierwszy z listy oczekujących miał możliwość zostania członkiem tego, bądź co bądź elitarnego, cechu. Taka sytuacja miała miejsce np. w maju 1558 r. Wielu czeladników nigdy nie zostało mistrzami. Nie chodziło tu jedynie o zwolnienie miejsca, lecz o minimalną zamożność, gdyż członkostwo kosztowało. Kwitło więc bursztynowe rzemiosło pozacechowe, zwłaszcza w XVII w., w okresie wyjątkowego rozkwitu tej wytwórczości. Warsztaty pozacechowe lokowane były na przedmieściach i podmiejskich osiedlach, np. w Gdańsku na terenach należących do biskupów kujawskich (Szkoty), do opatów oliwskich i przy klasztorach miejskich.W 1637 r. jeden z warsztatów mieścił się na terenie klasztoru dominikańskiego.

Warto również przypomnieć, że mistrz Krzysztof (Christoph) Maucher, twórca wspaniałej i szeroko w świecie znanej szkatuły malborskiej, był w Gdańsku partaczem i serwitorem królewskim, nie należącym do cechu. W trakcie "obław" na partaczy władze cechowe zajmowały ich warsztaty pracy. Mniej chodziło o skromne przecież wyposażenie: stół z przymocowaną ręczną tokarką, zestaw ostrych nożyków, świderków i pilników, a raczej o surowiec i psychozę nękania. Opis odwiedzanego warsztatu bursztynniczego pozostawił w połowie XVII w. gdańszczanin Jerzy (Georg) Schröder.

Warunki przystąpienia do nauki zawodu i do pracy mistrzowskiej (majstersztyku)

W najstarszej, założycielskiej ordynacji cechu gdańskiego (1477) prawa i obowiązki członków zostały wyraźnie określone. Podano sposoby zbytu towarów, wymagane uprawnienia do prowadzenia warsztatu, przede wszystkim przyjęcie do cechu. Cech z członkami zrzeszonymi o charakterze rzemieślniczego bractwa bronił swoich praw i zwalczał konkurencję. Dokumentem podstawowym wymaganym od kandydata na mistrza było świadectwo prawego i wolnego urodzenia, następnie świadectwo chrztu oraz świadectwo ukończenia nauki dla miejscowych i zaświadczenie (referencje) z ostatniego miejsca służby - dla obcych. Aby prowadzić własny warsztat, ważne było zdobycie obywatelstwa rzemieślniczego (małego obywatelstwa miasta), następnie obywatelstwa dużego, czyli kupieckiego. W tym celu wnoszono opłaty do kamlarii miejskiej.

Kandydat na ucznia przedstawiał list rodowy i dokument chrztu, na czeladnika - zaświadczenie mistrza o odbytych latach nauki i nienagannym zachowaniu. Nauka w cechu elbląskim (1539) trwała cztery lata. U gdańskich bursztynników lata majsterskie (XV w.) trwały półtora roku, na początku XVI w. - trzy lata. Najlepiej, aby były to lata nieprzerywane wędrówkami, odbyte w jednym warsztacie i przepracowane bez konfliktów. Do egzaminu czeladniczego w cechu gdańskim (w roku 1616) czeladnik mógł przystąpić po ukończeniu 25 lat życia. O zamiarze wyzwolenia na mistrza musiał zawiadomić pracodawcę i starszych cechu, ogłaszając (zapowiadając - Heischumg) swoją decyzję na kwartalnym zebraniu cechowym. W elbląskim cechu mógł taką zapowiedź ogłosić dopiero po czterech latach służby. Egzamin był próbą umiejętności, toteż według najstarszego gdańskiego statutu (1477), czeladnik musiał obrobić funt bursztynu zakupionego z własnych środków. Musiał też zapłacić starszym cechu, którzy doglądali prac, 2 grzywny srebra (1522 r.). Następnie ugościć starszyznę beczką piwa (w cechu elbląskim - beczką piwa i szynką).

Według "starej rolli" cechowej w Elblągu datowanej na 1539 r., mistrz nie mógł trzymać więcej uczniów aniżeli dwóch. Według "nowej rolli" z 1699 r. mógł jednocześnie zatrudnić do trzech czeladników. Niektórzy mistrzowie cechu słupskiego przyjmowali do pięciu uczniów rocznie (1571, 1603), w latach 1596-1616, a więc przez 20 lat u jednego z mistrzów słupskich, Jakuba Schmidta, przebywało 20 chłopców, każdy z nich uczył się cztery lata.

Najbardziej znaną była rodzina Engelbrechtów (Kacper, Tyburiusz, Tomasz i Jakub). Kacper, starszy cechu, po raz ostatni przyjął ucznia w 1584 r. Tomasz i Jakub wspominani są sporadycznie, natomiast Tyburiusz prowadzący warsztat przez 40 lat (od 1569 - do 1609 r.), przyjął w tym czasie około 20 uczniów na naukę, każdego z nich na cztery lata. W 25 warsztatach w latach 1569-1621 uczyło się łącznie przeszło 125 chłopców. Niektórzy mistrzowie słupscy, jak wspomniany Kacper Engelbrecht, przyjmowali do pięciu uczniów rocznie (1571); również Jakub Schmidt przyjął pięciu chłopców (1603).

Kilka wybranych spraw z życia cechu

Rozporządzenia cechowe ściśle regulują czas pracy i czas wolny zarówno uczniów, jak i czeladników rzemiosła bursztynowego (także innych rzemiosł). Nakazują prawy tryb życia, lojalność wobec pracodawcy, moralne, religijne prowadzenie się poza warsztatem, określają czas rozpoczęcia i zakończenia pracy, obowiązkowe uczestnictwo w pogrzebach członków cechu i ich rodzin, ustalają kary za przewinienia i poważne wykroczenia. Określają prawa i obowiązki osobno dla starszyzny i młodych mistrzów. Według ponawianych przepisów z XVI w. młody mistrz cechu elbląskich bursztynników był zobowiązany do służby wojskowej w obronie miasta. W tym celu musiał przeznaczyć 3 marki na zakup kirysa (Harnisch) i hakownicy oraz 2 marki na sprzęt marynarski, a do wspólnej lady mistrzowskiej zobowiązany był złożyć 6 funtów wosku.

Cech czy gildia bursztynników?

W środowisku rzemieślników słupskich od 3. ćwierci XVI w. sprawy cechowe przybrały dość swoistą strukturalną formę, charakterystyczną prawdopodobnie tylko dla tamtejszego cechu. W 1570 r. po raz pierwszy w odniesieniu do bursztynników słupskich pojawiło się określenie gildemeister, a od 1723 r. w strukturze tego cechu występuje nazwa: słupska gildia kupców bursztynu. Ponieważ odnaleziony przeze mnie zapis archiwalny z 1570 r. jest dla historii bursztynników słupskich dość istotny, pozwolę sobie dokument ten zacytować: "Anno 1570 is ditch both ins Werck kekoft den drudden dach Septembris den Peter Kruje und Caspar Engelbrecht alderlude weren Moritz Moss und Benedictus Medenouw gildemester [podkr. A.R.Ch.]"*

Mistrzowie gildii bursztynników słupskich należeli do zamożniejszych, do tzw. nakładców, trzymających w ręku handel wyrobami bursztynowymi i... produkcją piwa. Prawo ważenia i sprzedaży piwa na równi z browarnikami słupskimi dawał przywilej uzyskany od księcia zachodniopomorskiego Barnima XI z 1534 r. Uzyskiwanie dodatkowych dochodów pozwalało na przetrwanie najcięższych lat, gdy wstrzymywane były dostawy bursztynowego surowca z sambijskich złóż Prus Książęcych. W latach 30. XVIII w. wyodrębniły się w Słupsku trzy szczeble w drabinie zamożności. Najwyższy szczebel zajmowali mistrzowie nakładcy w liczbie od pięciu do siedmiu osób, będący faktycznymi monopolistami. Od tych hurtowników w latach 40. stulecia zależnych było około 45-50 warsztatów. Wśród tych warsztatów wyodrębniły się dwie grupy; do pierwszej należało 20-25 na wpół samodzielnych bursztynników, którzy byli jeszcze w stanie wykupić należne dla nich z cechu przydziały surowca, jednak wytworzone przez siebie wyroby musieli zbywać u nakładców. Pozostali, utrzymujący około 20 rodzin, stali się wyrobnikami, a ich egzystencja nie różniła się od żebraczej. Największa nędza dotknęła te rodziny podczas wielkiej wojny północnej w latach 1700-1721 (Prusy uzyskały wówczas status królestwa).

Rywalizacja o beczki z bursztynem i zasięg poszukiwania surowca bursztynowego

Podczas wojny północnej rywalizacja między dwoma pruskimi nadbałtyckimi cechami, słupskim i królewieckim, dotyczyła podziału surowca. Sprawiedliwy podział był prawnie usankcjonowany przez króla Fryderyka II (6.VI.1764). W latach 1764-1790 Królewiec uzyskał 221 beczek bursztynu, Słupsk 209 drugiego gatunku Tonnenstein w sześciostopniowej skali, od najcenniejszego Sortiment po tzw. piasek bursztynowy Sangemühl. W latach 1767-1772 słupczanie zakupili w Królewcu 681 beczek bursztynu, w latach 1778-1780 - 261, łącznie w latach 1764-1790 aż 2138 beczek. W tym samym czasie zakup surowca bursztynowego przez cech królewiecki obliczany jest na 2181 beczek. W ostatnim dwudziestoleciu XVIII w. następowało powolne hamowanie zakupów. Wynikało ono również z mocy przerobowych, gdy oba cechy rozrastały się, wydobycie zmniejszyło się o 45 procent, co tłumaczono wyczerpywaniem się złóż. Trudne sprawy sporne między bursztynnikami nakładcami i wytwórcami wymagają jednak osobnej uwagi.

Kodyfikacji podlegała również praca bursztyniarzy. Nazwą tą - w odróżnieniu od bursztynników, mistrzów i twórców prowadzących warsztaty, a także czeladników parających się wyrobami z bursztynu - określam górników bursztynowych i zbieraczy bursztynu morskiego. Pierwsze rozporządzenia dla tych robotników datowane są na XVI w. Mowa jest w nich o charakterze pracy, terenie poszukiwań, stosowaniu łodzi i ich kształtu, posługiwaniu się narzędziami: kaszorkami, sieciami, bosakami itp. Nowelizację tych przepisów znamy z 1725 r., a dla kopaczy bursztynu w Gdańsku z XIX w.
Osobno sporządzane były instrukcje dla inspektorów (Kammerknechter) patrolujących brzeg morski i pilnujących prawidłowego odłowu i zbieractwa bursztynu na wybrzeżach morskich (1783).

* Zob. również: A. R. Chodyński, Bursztynnicy słupscy. Czeladnicy-mistrzowie - wytwórczość, [w:] Rzemiosło artystyczne. Materiały z Sesji Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki, pod redakcją Ryszarda Bobrowa, tom II, Warszawa 2001, s. 145-154, zwłaszcza s. 151.