plzh-CNenetdelvltnorues

„Z pierwszych rozmów z wystawcami wynika, że targi były dla większości z nich udane – a to dobry znak dla nas wszystkich” – podsumowuje Ewa Rachoń, kierownik projektu Ambermart. Impreza była także okazją do zastanowienia się nad przyszłością bursztynu.

„Za mało jeszcze mamy danych, by podsumować targi Ambermart, za to wiele przesłanek pozwalających mieć nadzieję, że powoli udaje nam się przełamywać złą passę na rynku. Mieliśmy więcej niż w ubiegłym roku wystawców, odnotowaliśmy także rekordową liczbę odwiedzających, zwłaszcza z Chin i Rosji – te dwa kraje w statystykach gości odwiedzających Ambermart i Amberif utrzymują się w ścisłej czołówce” – wyjaśniła Ewa Rachoń. I to właśnie odwiedzający z tych krajów przyczynili się walnie do poczucia zadowolenia wielu spośród 170 wystawców (w tym 34 z zagranicy), którzy prezentowali przede wszystkim wyroby z bursztynu: biżuterię, rzeźby i przedmioty dekoracyjne oraz półfabrykaty.

Już od kilku lat największym odbiorcą bursztynowych wyrobów made in Poland są Chiny, gdzie bursztyn, jako jeden z kamieni Buddy, cieszy się ogromnym szacunkiem i jest bardzo pożądany. Zwłaszcza ten naturalny. „Dystrybutorzy chętnie przyjeżdżają do Gdańska, ponieważ tutaj kupuje się bezpieczniej niż gdzie indziej, można także uzyskać poradę i otrzymać fachową ekspertyzę. Coraz większa jest też presja środowiska, by informować o dokonywanych modyfikacjach, co przekłada się na wiarygodność branży” – mówi Ewa Rachoń. Na targach od kilku latobowiązuje zakaz wystawiania namiastek (produktów z tworzyw sztucznych z domieszką bursztynu), kopalu kolumbijskiego oraz falsyfikatów bursztynu bałtyckiego. Bursztyn prasowany może być prezentowany pod warunkiem, że jest czytelnie oznakowany, podobnie jak i inne niż bursztyn bałtycki żywice. Wiarygodność producentów sprawdzana była przez klientów chińskich za pomocą specjalnych kieszonkowych latarek UV (w poszukiwaniu śladów łączenia bursztynu prasowanego) oraz – w wersji bardziej profesjonalnej – w Laboratorium Bursztynu obsługiwanym przez rzeczoznawców i dysponującym nowoczesnym spektrometrem. W tym roku kolejki oczekujących na ekspertyzę były znacznie mniejsze niż na poprzednich edycjach bursztynowych targów – czyżby poziom zaufania do producentów rzeczywiście się podniósł?

Choć oferta wystawców na targach Ambermart nie odzwierciedla rynku tak dalece jak na Amberifie, można było odnieść wrażenie, że coraz większą wagę producenci przykładają do wzornictwa i jakości wykonania. Największą pozytywną presję pod tym względem wywierają odbiorcy z Chin, oczekujący nie tylko czystości bursztynu, ale i prostoty wzornictwa i minimalnej oprawy pozwalającej na wyeksponowanie kamienia. „Firmy, które potrafią sprostać oczekiwaniom rynku chińskiego, mogą mówić o sukcesie komercyjnym, nie tylko zresztą na tegorocznych targach Ambermart. W przeciwieństwie do tych, które oferują niczym niewyróżniające się produkty masowe” – podsumował Adam Pstrągowski, prezes S&A.

Na brak charakterystycznego i rozpoznawalnego wzornictwa wskazywał na warsztatach Bursztyn. Srebro i diamenty również Mirosław A. Boruc, wieloletni prezes Instytutu Marki Polskiej: „Samo mówienie o magii, urodzie i 40 mln lat to pustosłowie. Wstydliwym problemem jest brak rozpoznawalnego ‘polskiego’ wyróżnika biżuterii z bursztynem, idiomu polskości’, stylu: w Gdańsku, Berlinie, Hamburgu, Paryżu czy Nowym Jorku kupimy wyroby w takiej samej lub bardzo podobnej stylistyce. Narodowy styl jest niezbędnym atrybutem flagowego towaru”. Jego zdaniem, bursztyn bałtycki ma prawie wszystko, co potrzebne do bycia marką: mit, magię, urodę, korzenie, siłę uzdrawiania, niesamowitą zdolność wchodzenia w różnorodne kompozycje, wiele nieodkrytych sekretów. Dlaczego więc ciągle jeszcze nie jest marką? Zdaniem byłego prezesa Instytutu Marki Polskiej, poważną przeszkodą ku temu jest jego „jedyna, acz nieuleczalna dotąd słabość: polskie piekło”.

Uczestnicy tych warsztatów zastanawiali się wspólnie nad przyszłością bursztynu i możliwościami zbudowania marki. Szansą jest odnalezienie się w trendzie zdemokratyzowanego luksusu, a więc wykorzystanie takich jego walorów jak tajemniczość, wyjątkowość, naturalne pochodzenie czy też magia. Sam bursztyn, mimo niezaprzeczalnych walorów, nie jest w stanie tego osiągnąć i „potrzebuje rakiety nośnej, by wjechać do świata luksusu, gdzie drzwi dla niego są ciągle jeszcze zamknięte” – tłumaczył Mirosław A. Boruc. Czy tą rakietą będą diamenty? „Nie możemy sobie pozwolić na rozleniwiające przeświadczenie, że wystarczy do bursztynu dodać diament, bo możemy wpaść w banał” – przekonywała Marta Hryc, doktorantka gdańskiej ASP, prowadząca badania nad zagadnieniem projektowania w czasach Internetu. Jej zdaniem,nie w diamentach należy szukać ratunku dla bursztynu, ale w kompleksowym podejściu do niego i konsekwentnym budowaniu wizerunku opartego na mądrym designie.