plzh-CNenetdelvltnorues

Dlaczego tak mało jest pokazów, na których biżuteria nie byłaby tylko mało widocznym dodatkiem do mody, ale drugim po modzie głównym bohaterem? Czy projektanci są dla siebie „zagrożeniem”, czy jednak mogą być wsparciem i wzajemnie się inspirować? Mogą, ale nie jest to łatwe – twierdzą zgodnie, jak zwykle, projektantka mody Magdalena Arłukiewicz i projektant biżuterii Aleksander Gliwiński.

Trudno jest pokazać biżuterię na wybiegu?

Aleksander Gliwiński: Nie wiem, czy trudno, ale na pewno inaczej, ponieważ biżuteria na pokaz musi być odpowiednio przerysowana, by w ogóle była zauważalna. To sztuka kompromisu, nieraz obarczona godzinnymi, pełnymi emocji dyskusjami. Chodzi przede wszystkim o to, by dać sobie nawzajem przestrzeń do prezentacji bez uszczerbku dla kolekcji jako całości, tak by każdy detal tworzył wartość dodaną. Pokaz mody rządzi się innymi realiami, ale dzięki nim mogę wyzwolić swoją kreatywność bez konsekwencji (śmiech). Nie myślę wówczas jak przedsiębiorca, a jednym ograniczeniem jest wtedy to, na co Magda mi nie pozwoli (śmiech).
Magdalena Arłukiewicz: Robiąc wspólne pokazy, musimy się wzajemnie zrozumieć i liczyć się z wizjami, które mamy w głowach.

Biżuteria na pokazach mody właściwie nie istnieje. Dlaczego?

AG: To przede wszystkim kwestia konkurencji. Projektant mody może być „zagrożeniem” dla projektanta biżuterii – i odwrotnie, zwłaszcza jeśli któryś z nich będzie chciał uczynić swoje dzieło bardziej ważnym, bardziej widocznym, bardziej… Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, kiedy udaje się stworzyć taki duet, w którym te dwa niezależne twórcze byty mogą ze sobą współpracować na zasadach partnerstwa i tworzyć rzeczy, które będą się wzajemnie uzupełniały. Takie duety – jak to w życiu – zdarzają się niezwykle rzadko, bo to naprawdę wyjątkowa sytuacja, kiedy dwoje twórców myśli podobnie i ma podobne wizje artystyczne. Ten efekt można też oczywiście wypracować, ale potrzeba sporo czasu i jeszcze więcej samozaparcia… Sukces jest wtedy, gdy każda ze stron jest zadowolona ze swojego dzieła i wypracowanego wspólnie efektu.
MA: Działając w duecie, widzi się dwa razy więcej i czuje się dwa razy więcej. Nie odczuwa się zagrożenia ze strony „konkurencji”, tylko skupia na tworzeniu wspólnego dzieła. W całej historii naszej współpracy nie zdarzyło się, by stroje były lepsze albo biżuteria była lepsza. Tworzymy całościowo pokazy, które są w pewien sposób parateatralnymi przedstawieniami z elementami sztuki, mody, zabawy, tańca, muzyki… U nas nie ma zazdrości, nie ma konkurencji, jest za to szacunek – bo my nie tylko ze sobą pracujemy, ale też prywatnie się przyjaźnimy.

Przygotowujecie wspólne pokazy od 2011 roku, a ja mam wrażenie, że jesteście razem od zawsze.

MA: My też (śmiech). Dziś zliczyłam nasze wspólne pokazy i wyszło mi, że było ich dotychczas aż 23. Prezentowaliśmy je przede wszystkim na wybiegu Gali Mody i Biżuterii AMBER LOOK Trends & Styles, w wieczornej scenerii ulicy Mariackiej na zwieńczenie jej dorocznego święta, na Gali Polskiej Mody w Poznaniu, podczas Warsaw Fashion Street czy na Łódź Fashion Week. Jeśli doliczymy do tego nasze autorskie pokazy, m.in. w Zatoce Sztuki w Sopocie i na Sopot Fashion Days, może się okazać, że było ich razem nawet ponad 30…
AG: Biorąc pod uwagę specyfikę naszych pokazów, które nie ograniczają się do projektowania tylko ubioru i tylko biżuterii, obejmując również reżyserię całości, to jest to naprawdę niezłe osiągnięcie. W naszym duecie każdy jest odpowiedzialny za inny fragment rzeczywistości i musimy umieć się zgrać w taki sposób, by całość wypadła wręcz idealnie. Wspólny pokaz biżuterii i mody wymaga zachowania zasady równowagi.
MA: Potrafimy dojść do konsensusu, co wcale nie oznacza, że się nie kłócimy. Nie ma nic lepszego niż konstruktywna kłótnia (śmiech). Bardzo nie lubię się kłócić, ale na szczęście obydwoje wyciągamy z tych sporów wnioski i idziemy do przodu. Skupiamy się na myśleniu o duecie jako całości, a nie na sobie i swoich indywidualnych oczekiwaniach czy korzyściach.

Znacie drugą taką parę projektantów tworzących kolekcje wzajemnie się uzupełniające – bez konkurencji, bez dominacji i przez dłuższy czas?

AG: Ja nie znam. Co tylko dowodzi, że mieliśmy ogromnie dużo szczęścia, trafiając na siebie. Magda porusza się w takich sferach projektowania, które są mi bliskie. Dobrze ją rozumiem i dlatego też mam dużą łatwość dostosowania mojej biżuterii do tego, co ona chce przekazać. I odwrotnie też tak jest.
MA: Dokładnie tak. Przy czym, co chciałabym podkreślić, my nie tworzymy takiej typowej mody ulicznej. Naszą ambicją jest przełamywanie stereotypów związanych z modą, dlatego staramy się oscylować pomiędzy modą a sztuką. Bardzo często inspiruję się historią, nawet polityką, lubię bawić się konstrukcją – dekonstruować zastane formy i budować je na nowo. Aleksander naprawdę świetnie się w tym odnajduje, co więcej, kiedy pracujemy razem, mamy coraz więcej pomysłów, coraz bardziej się wzajemnie „nakręcamy”. Ale to są nasze pomysły i nigdy ich nie wykorzystuję w kolekcjach i na pokazach, które przygotowuję z innymi projektantami.

Jak udaje Wam się przełamywać stereotypy związane z modą?

AG: Projektując, nie myślimy i nie skupiamy się na tym, by je przełamywać – to często efekt uboczny (śmiech). Inspiracja często przychodzi niespodziewanie, nie da się tego zaplanować – to ułamek sekundy, myśl, refleksja, przeczytany cytat, wydarzenie… Najlepszą inspiracją jest życie i umiejętność „zatrzymania” tych emocji, konkretnej chwili w sposób, jaki najlepiej umiemy i czujemy. Obydwoje z Magdą należymy do tzw. wrażliwców – chłoniemy życie wszystkimi zmysłami, co nieraz pomaga w tworzeniu, ale też często przeszkadza w życiu codziennym.

Jaki będzie Wasz kolejny pokaz?

MA: Inspiracją do najnowszej kolekcji były listy Szekspira do żony, a dokładniej mówiąc, opisywane przez niego emocje, takie miłość, nienawiść, niepokój, ulotność, samotność oraz życie. Pojedyncze słowa ale też i cytaty z jego dzieł, które najbardziej lubię, maluję ręcznie na jedwabiu i przyszywam na ubrania. Druga kolekcja, nad którą obecnie pracuję, to „Connoisseur” inspirowany twórczością Francisa Bacona oraz XVII-wiecznymi kryzami – i to właśnie one będą nadawały kształt kolekcji, tworząc niejako ramy do ubrań. Kryzy będą ukryte w rękawach, kieszeniach, pod klapami marynarek i płaszczy, tworząc z ubrań rzeźby. Całą kolekcję będę odszywała ręcznie – dokładnie tak, jak robiono to kiedyś. Malarstwo Bacona zainspirowało mnie swoim niepokojem, deformacją postaci, nieokreśloną przestrzenią... Postaci z jego obrazów to ludzie samotni, wyobcowani, więc siłą rzeczy słowami kluczowymi w tworzeniu kolekcji są: brzydota, piękno, cielesność, deformacja, miłość, nienawiść, przemoc, samotność…
AG: Cytując Szekspira: „oto jest pytanie” (śmiech). Na tym etapie mam w głowie zaledwie zarys koncepcji kolekcji biżuterii. W najbliższym czasie będę pracował nad detalami.

Wypracowaliście już własny rozpoznawalny styl, a Wasze pokazy to zawsze spektakularny show.

AG: Jest to dla nas bardzo ważne, ponieważ traktujemy naszych odbiorców podmiotowo. Chcemy, żeby publiczność, oglądając nasz pokaz, widziała, wiedziała i czuła, że w jego przygotowanie włożyliśmy duszę. A nawet dwie (śmiech). Każdy pokaz jest dla nas pierwszy i najważniejszy.
MA: Patrząc z perspektywy czasu, odnoszę nieodparte wrażenie, że swoimi działaniami inspirujemy innych. Często mi się zdarza dostrzegać nawiązania do naszych kolekcji w różnych miejscach i bardzo mnie to cieszy. I utwierdza w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku.

 

Wspólne pokazy mody i biżuterii autorstwa Magdaleny Arłukiewicz i Aleksandra Gliwińskiego zaskakują nowatorstwem pomysłów, artystycznymi inspiracjami w niepowtarzalnym wykonaniu, dbałością o najdrobniejsze szczegóły i perfekcyjnym dopasowaniem. Ten wyjątkowy duet bardzo szybko osiągnął mistrzostwo w swojej kategorii i został uhonorowany takimi nagrodami jak m.in. Kreatorzy Mody 2014 i 2018 oraz przyznawanymi przez Polską Akademię Mody statuetkami Złote Pętelki 2015 i 2016. Od 2013 roku obydwoje utrzymują się w rankingu 10 najlepszych projektantów w Polsce.


Wywiad ukazał się w magazynie „Moda w Polsce”, marzec 2019.