plzh-CNenetdelvltnorues

1014_1

Udo Wilhelm, właściciel firmy LAMMA AMBER SHOP i agent rosyjskiej firmy Amber Baltick Barkas w Hongkongu, opowiada o 20 latach bursztynowych doświadczeń na rynku chińskim.


Jak rozpoczęła się pana przygoda z bursztynem?

Moja przygoda z bursztynem zaczęła się ponad 20 lat temu, kiedy jako młody chłopak zaczynałem stawiać swoje pierwsze kroki w branży bursztynniczej. Moimi pierwszymi klientami byli tybetańczycy, którzy – jak się później okazało – stali się moją przepustką do świata bursztynowego biznesu. Pewnego dnia dostałem informację, że w Tybecie jest wielkie zapotrzebowanie na naturalny, nieobrobiony bursztyn, tak więc spakowałem pełen plecak tego kamienia i ruszyłem w drogę. Wyprawa ta okazała się wielkim sukcesem, dzięki czemu kraj ten odzwiedzałem przez kolejne dwa lata co miesiąc. Tybetańczycy używali bursztynu do tworzenia przepieknych korali, jak również wszelakich innych ozdób. Było to piękne doświadczenie, dzieki któremu nie tylko rozpocząłem swoją przygodę z bursztynem, ale również poznałem inną, jakże wtedy odmienną i fascynującą kulturę. Później bursztynem zainteresował się także rynek chiński, co sprawiło, że nie starczało mi już czasu na wycieczki do Tybetu. Założyłem firmę w Hongkongu, którą prowadzę wraz z moją żoną do dziś, a Tybet od czasu do czasu przyjeżdża do mnie.

1014_2Skąd pochodzi pański towar?

W ofercie mamy jedynie burtsztyn naturalny, najwyższej jakości, dokładnie wyselekcjonowany i sprzedawany w oryginalnych opakowaniach. Surowiec pochodzi prosto z kopalni w Kaliningradzie, tak więc każdy klient może być pewien jego doskonałej jakości. Oprócz surowca naszym klientom oferujemy półprodukty, takie jak: bursztynowe kulki, rzeźby itp.

A klienci?

Przez ostatnie 20 lat pracy zaobserwowałem, że klienci są wszędzie i pojawiają się falami – jednego roku jest to Tybet, następnego Hongkong. Obecnie nasi klienci to przede wszystkim Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy, jak również odbiorcy z Ameryki Północnej i Australii.

Czyli generalnie można powiedzieć, że większość pańskich zamówień pochodzi z Azji?

Tak, zdycydowanie. Azja, a w szczegółności Chiny, są tak chłonnym rynkiem, że praktycznie nie nadążamy z realizacją zamówień. Dlatego też nie bierzemy udziału w innych imprezach targowych, takich jak np. Amberif, ponieważ obecność na Hong Kong International Jewellery Show jest dla nas całkowicie wystarczająca – tu spotykamy się z większością naszych klientów.

Czego szuka chiński klient?

Każdy klient jest inny, a jego zapotrzebowanie definiują szerokości geograficzne. Mamy ofertę dla miłośników zarówno bursztynu naturalnego, jak i poprawianego. I tak np. rynek amerykański preferuje świecące, przezroczyste, poprawiane i podgrzewane kamienie, a Chińczycy natomiast stawiają na kamienie naturalne, nieobrobione, wysokiej jakości. Nie oznacza to jednak, że na rynku nie brakuje kopalu, który stał się bardzo popularny w ostatnich latach. Jeśli chodzi o moje preferencje, to zdecydowanie wolę bursztyn naturalny.

Czy poleciłby pan innym firmom przyjazd na targi Hong Kong International Jewellery Show? Czy warto jechać z bursztynem do Chin?

Zdecydowanie tak. Zapotrzebowanie rynku chińskiego jest ogromne, więc nie obawiam się konkurencji. Oczywistym jest, że nawiązanie dobrych kontaktow handlowych jest trudne i wymaga wiele czasu i poświęcenia, ale naprawdę warto.